Ten rok zaczęliśmy z bardzo dużym przytupem. CTRy szybują do góry, na biurkach piętrzą się stosy briefów.

Nie ma rady – trzeba jakoś za tym nadążyć, dlatego w ramach kolejnej plista-integracji udaliśmy się do Flyspot żeby nauczyć się latać!
fspot2

Już samo miejsce robi wrażenie – wielka przezroczysta “tuba” w samym środku open-space’u. A w niej – fruwają ludzie.

Nie wiedzieliśmy za bardzo jakich wrażeń się spodziewać (poza tym, że będzie dużo adrenaliny ). Ale na szczęści szkolenie przeprowadzone przez instruktora rozwiało wszystkie nasze wątpliwości z siłą śmigła zamontowanego w turbinie komory Flyspot.

Potem przyszedł czas na część bardziej praktyczną – odpowiedni ubiór. najpierw trzeba pożegnać się ze wszelkimi ozdobami, biżuterią, a nawet paskami.  Następnie przymiarka kombinezonów. To był pierwszy raz, kiedy piękniejsza część plisty nie narzekała, że jest tak samo ubrana ;).

Potem już tylko obowiązkowy kask, gogle i… zatyczki do uszu. Tak tak – turbina hałasuje bardzo mocno i zatyczki są niezbędne.

Zostało nam tylko wejście do serca cyklonu Flyspot i poszybowanie. Oczywiście pod czujnym okiem instruktora.
fspot1
Pierwsza tura lotów była “spokojna” – oczywiście jak na pierwszy raz kiedy człowiek unosi się w powietrzu. natomiast przy drugiej – pęd powietrza pozwalał na poszybowanie wysoko i na bardzo szybkie zejście na dół. Dokładnie jak podczas skoku ze spadochronu!
Jak było? Emocje, emocje i jeszcze raz emocje. Aha – wspominaliśmy o emocjach?

Po podniebnych wojażach uznaliśmy gremialnie, że… zgłodnieliśmy. Tak więc dalsza część wieczoru upłynęła już nam nad talerzami pełnymi pyszności i kieliszkiem/kuflem czegoś dobrego…